ballada o słoniu

To najbardziej odlotowy tekst, jaki napisałem.

pewnego ranka do mojego ogrodu
spadł z nieba wielki słoń
model afrykański
początkowo był spokojny chyba wystraszony
niespodziewaną w końcu sytuacją
koło południa przypuszczalnie z głodu
zaczął energicznie trąbić i zdrowo rozrabiać
jak pijany słoń w ogrodzie porcelany
piwonie wyraźnie mu nie zasmakowały
za to obgryzł wszystkie liście orzecha
choć był to orzech włoski a nie afrykański
ale może nic w tym dziwnego
bowiem włochy leżą niedaleko afryki
straż przeciwogniowa nie interweniowała
bo jak zwykle gasiła palące się w okolicy
wyschłe trawy i ścierniska których
podpalanie jest naszą tradycyjną zabawą
policja obywatelska nie interweniowała
bo ścigała zatwardziałych komunistów
i dilerów rozprowadzających narkotyki
wśród naszych ukochanych celebrytów
weterynarze polecani nie interweniowali
bo walczyli z afrykańskim pomorem świń
a przecież słonie zwłaszcza afrykańskie
jak twierdzi zoologia nie są świniami
zresztą afrykańskie świnie nazywają się
guźćce a nie słonie
ja także nie interweniowałem
bo tkwiłem w nieustannym zadziwieniu
i poza tym nie znam się na słoniach
sąsiedzi na wszelki wypadek nie wychodzili
ze swych ładnych zadbanych domów
intensywnie pstrykali fotki przez otwarte okna
jeden nawet wypadł z balkonu
gdy próbował zrobić ładne selfie
trzeba mieć duże umiejętności żeby dobrze
skadrować takiego wielkiego słonia
do tego w bardzo zarośniętym ogrodzie
pod wieczór tego dnia wyjątkowo pięknego
słońce zachodziło krwawo za wieżą kościółka
słoń zmęczony wszystkim smacznie zasnął
ku swojej zgubie jak się okazało
gdyż w nocy nasz pies zwykle dość tchórzliwy
odgryzł mu ogon ogonek właściwie
a czy ktoś widział słonia bez ogona
takie słonie wszak nie istnieją
nieważne afrykańskie czy indyjskie
więc bezszelestnie i nieodwołalnie zniknął
w rogu ogrodu został jedynie
lekko nieświeży chwościk

bolechowice, 17.12.2017