Wspomnienie ze studiów

Tu trochę weselej. Oj działo się, działo na Studium.

Najgorzej z czasów studiów w naszej Akademii wspominam Studium Wojskowe. W każdy poniedziałek, za piętnaście ósma – potworność! – zaczynaliśmy zajęcia z obrony cywilnej, które trwały 6 godzin zegarowych. A w ich trakcie nuda ścigała się z paranoją. Nie znaczy to, że na zajęciach nie było śmiesznych momentów. Były, oj były, tyle że większość nie nadaje się do przekazania.
Jedną z najbarwniejszych postaci był pewien pułkownik, który był znany z nazwijmy to – niekonwencjonalnych – spostrzeżeń. I oto na pewnym wykładzie opowiada studentom swoją przygodę.

- Jadę swoją torpedą (miał Warturga) ulicą 3 Maja, ściemnia się, więc włączam światła. Wszystko w porządku. Ale nagle przyśpieszam i światła gasną. Zwalniam – znów świecą, no to przyśpieszam – przygasają. I tak w koło Macieju. No i co to mogło być? – pyta retorycznie.
- Obywatelu pułkowniku, to jakaś awaria – zauważa odważny kolega.
- Co tam student wie – macha ręką pułkownik. – Po prostu przekroczyłem prędkość światła i światło nie mogło mnie dogonić!

Przedmiot kończył się egzaminem i był to jedyny egzamin na studiach, który o mały włos oblałem. Tylko wstawiennictwu mojego przyjaciela Krzysia Zielińskiego (pracuje teraz na Wydziale Metalurgii i Inżynierii Materiałowej), który miał poważanie u wojskowych i użył odpowiednich "argumentów" dostałem słabą tróję. Z kolei mój kolega Rysiek K. miał o wiele więcej szczęścia – a przede wszystkim – tupetu. Losowało się 4 pytania. W jednym z nich Rysiek miał wskazać, spośród różnych przyrządów rozłożonych na stole, ten o podanym symbolu. Oczywiście po samym symbolu trudno rozpoznać ten właściwy, tym bardziej, że Rysiek miał o nich wszystkich mgliste pojęcie. Ale podszedł do stołu i pewnie wskazał centralkę telefoniczną na korbkę – i proszę sobie wyobrazić, że trafił bezbłędnie. Natomiast czwarte pytanie sam sobie zadał. Jak to możliwe? Otóż, najpierw wybierało się (losowało) pytania, chwilę przygotowywało do odpowiedzi i w końcu – odpowiadało (lub nie). Rysiek stwierdził, że absolutnie nie rozumie pytania, ale zamiast – jak by to zrobił prawie każdy – przyznać się przed komisją, że odpuszcza, z kamienną twarzą „odczytał” z karteczki wymyślone przez siebie pytanie. Oczywiście odpowiedział na nie bezbłędnie.

Bolechowice, kwiecień 2002