Optymistyczna piosenka na Święta

Moja pierwsza (oryginalna) piosenka, i od razu - optymistyczna!

Czarny, łysy kot,
chce mi przebiec drogę.
podstępnie się skrada.
Najbielszy gołąb,
na wymarłym polu,
ziarno z bruzd wyjada.

A ja mam to gdzieś,
piję z pełnej szklanki.
I idę na przekór,
pod wiatr i deszcz w oczy,
w te zimne poranki.

Baba z wiadrami,
pustymi niestety,
cóż że pięścią grożę?
Tu mi kominiarz,
z najczarniejszym wąsem,
nijak nie pomoże.

A ja mam to gdzieś,
piję z pełnej szklanki.
I idę na przekór,
pod wiatr i deszcz w oczy,
w te zimne poranki.

Gwiazdy spadają
w czarną krwawą nicość.
Wirują wszechświaty,
dzikie wilki wyją.
Chwile, które za mną,
spisuję na straty.

A ja mam to gdzieś,
piję z pełnej szklanki.
I idę na przekór,
pod wiatr i deszcz w oczy,
w te zimne poranki.

Dotarłem w końcu do
zapomnianej stacji.
Jak tu pachnie Tobą!
I te fiołki wokół.
Nie pytaj, co znaczą:
tych Świąt są ozdobą.

Więc mam to gdzieś,
stłukłem wszystkie szklanki.
Nic że wiatr, deszcz w oczy.
Bo ciepłe twe usta
w te ciepłe poranki.

Więc mam to gdzieś,
stłukłem wszystkie szklanki.
Nic że wiatr, deszcz w oczy.
Bo ciepłe twe usta
w te ciepłe poranki.

Bolechowice, grudzień 2016